Witajcie w sobotni wieczór.
Jak wspominałam poprzednio obfotografowałam wydziergany pled,
ale miałam dość spore problemy z wyborem zdjęć do publikacji.
Wzór pledu miał być nieco inny, w zasadzie zupełnie inny.
Tym ściegiem zaczęłam pracę, bo tak sobie wymyśliłam jego brzegi.
Reszta to miały być warkocze, ale jakoś wszystko mi się ze sobą gryzło, sprułam
i postanowiłam wydziergać całość ściegiem z obwoluty.
Bardzo prosty, ale świetnie pasuje do tego koloru - pomiędzy brudnym różem a ciepłym brązem.
Pled jest raczej małych rozmiarów 130x160cm, co podyktowane zostało ograniczoną ilością włóczki,
a nowych motków nie chciałam już dokupować.
Wykorzystałam wzór z elementu kocyka dziecięcego, który jakiś czas temu pokazywałam (klik).
Wzór jest dość prosty, ale mozolny, bo trzeba często przekładać oczka.
Dziergałam go 21 godzin.
Do prucia - fatalny.

Napiszę kilka słów o schematach czy opisach. Niejednokrotnie wspominałam, że jestem samoukiem.
Dziergać na drutach i szydełkować nauczyłam się sama,
dobrze czytam schematy bez spoglądania w legendę, może to zasługa umysłu ścisłego,
rzadko czytam opisy, zupełnie do mnie nie przemawiają.
Pierwsze kroki stawiałam w pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku - ale to brzmi :-)
Nie było wówczas za wiele materiałów na temat tych dziedzin dziewiarskich.
Z czasem pokazało się czasopismo Sandra,
które kupowałam regularnie i tam wgapiałam się w ściegi i zdjęcia.
Włóczki tam prezentowane były w tamtych czasach zupełnie poza zasięgiem.
Zrobiłam kilka swetrów bazując na opisach, ale zawsze było z tym coś nie tak,
dlatego postanowiłam sprawy wziąć w swoje ręce i dziergać tak, jak mi w duszy gra.
I to się sprawdziło i tak jest do dzisiaj.
Rozpoczęcie nauki dziergania w dzisiejszych czasach jest łatwiejsze:
dostępna literatura fachowa, czasopisma, książki, internet, blogi, filmiki instruktażowe, itp., itd.,
no i taaaaki wybór i tak łatwy dostęp do włóczek z całego świata.
Mimo, że czasy się zmieniły ja pozostałam przy swoim, może dlatego, że tak się nauczyłam.
Dodatkowo mam chyba niezłą intuicję, bo większość rzeczy przychodzi mi łatwo,
no i mnóstwo cierpliwości do dziergania, bo np. do szycia już nie :-)
Mam kilka książek, do których czasem zaglądam,
czasopisma kupuję tylko ze względu na dane zamówienie i nadal dziergam ufając tylko sobie.
Prowadzę kajecik, w którym zapisuję swoje pomysły i powoli je wdrażam w życie,
w miarę możliwości czasowych oczywiście.
Prezentowane na blogu prace są moimi własnymi projektami.
Czasem oczywiście zdarza mi się wykorzystać jakiś opis, a raczej schemat ściegu,
wówczas zawsze! podaję link do źródła.
Zdarza mi się również wykorzystać pomysł z jakiegoś popularnego dziewiarskiego czasopisma,
bo akurat Klient sobie taki właśnie sweter zażyczył, i również to podaję w publikowanym poście.
Nigdy nie wykonuję kopii cudzych pomysłów dziergając np. ze zdjęcia.
Umiałabym to zrobić, ale szanuję pracę innych,
bo wiem ile trzeba wysiłku, by wytworzyć daną rzecz od podstaw.
Wiedzą o tym osoby, które tym się właśnie zajmują
i publikują opracowane przez siebie opisy swoich projektów na np. Ravelry.
Chylę czoło!!!

Wracając do procesu wytwórczego.
Wiele osób nie zajmujących się dzierganiem nie zdaje sobie sprawy z tego, jak to wszystko wygląda.
Ja nie biorę drutów i od razu w godzinę mam gotową rzecz - zaprojektowaną i wykonaną.
Na początku część teoretyczna, czyli projektowanie na papierze: rysunki, później dobór włóczki,
długie minuty z ołówkiem w ręku i trochę matematyki by wszystko dokładnie obliczyć,
by wpasować dzianinę w odpowiedni rozmiar.
Później następuje strona praktyczna, czyli próbka i rozpoczęcie dziergania, etap mozolnej pracy.
Tutaj często trzeba pruć, choć czasem się zdarza, że wszystko pasuje od razu.
Moje "dziergadła" są zazwyczaj w pojedynczych egzemplarzach.
Oprócz rysunków i małych wskazówek nie robię opisów, bo szkoda mi na to czasu.
Kolejnym etapem jest fotografowanie,
bo przecież zdjęcia gotowej rzeczy są bardzo ważne i tutaj kolejne godziny. Przynajmniej ja tak mam.
W przypadku ubrań jest prościej, bo manekin, wieszak, rozłożenie na płasko i już.
Inaczej jest np. z pledami czy poduszkami.
Do takich zdjęć przygotowuję się bardzo długo, w zasadzie już na etapie dziergania.
Układam w głowie stylizację, kolorystykę, w której zaprezentuję np. pled,
szukam dodatków, które będą do niego pasowały.
Często zdarza mi się obejść kilka sklepów by znaleźć coś, co ładnie uzupełni całość.
I po tym wszystkim czas na zdjęcia. W zasadzie to najprzyjemniejsza część.
Później ewentualna obróbka zdjęć w programie graficznym
i w końcu finał - opublikowanie zdjęć na blogu.
Dlaczego o tym wszystkim piszę?
Bo wiele osób prosi mnie o opisy czy schematy do moich projektów.
Rzadko coś udostępniam, ale to nie jest jakaś moja zła wola,
po prostu nie zajmuję się wykonywaniem opisów czytelnych dla innych, szkoda mi na to czasu.
Zamiast tracić czas na opis, wolę zaprojektować i wydziergać coś nowego.
A propos nowego - na drutach kolejny pled, ale pewnie dopiero go skończę... w marcu?????
Muszę zrealizować po drodze kilka nowych zamówień.
Na początek beżowy rozpinany sweter, już na drutach.